Neurologia jest specyficznym obszarem w rehabilitacji. Trzeba pamiętać, że podstawowa przyczyna niepełnosprawności leży najczęściej w centralnym układzie nerwowym. Głównym problemem nie są więc słabe mięśnie kończyny górnej czy dolnej – te oczywiście w wyniku nieużywania z czasem także ulegają osłabieniu – lecz brak kontroli mózgu nad tymi obszarami. Niestety, prawdziwa przyczyna zaburzenia funkcji kończyn nie jest widoczna na pierwszy rzut oka, stąd wiele błędów, które są nagminnie popełniane podczas rehabilitacji.

Jako pierwszy przykład weźmy kolczastą piłeczkę – tak chętnie wkładaną do dłoni pacjenta przez życzliwych, nieświadomych zagrożenia krewnych, a nawet niektórych rehabilitantów. Ściskanie piłeczki nie dość, że nie daje absolutnie nic dobrego, może wręcz narobić ciężkich do odwrócenia szkód.

Gdyby zapytać Was ile razy w ciągu dnia codziennego ściskacie taką piłeczkę zapewne padła by odpowiedź “nigdy”. Gdyby zapytać Was ile razy w życiu mieliście ją w ręce prawdopodobnie także większość odpowiedziałaby “nigdy”. Jest to pierwszy problem wspomnianego ćwiczenia – nie jest ono nam wcale potrzebne do jakiejkolwiek czynności. Rehabilitacja neurologiczna ma być natomiast przede wszystkim funkcjonalna – oznacza to, że powinna być ukierunkowana na konkretne cele, odtworzenie konkretnych, przydatnych w życiu codziennym, a utraconych w wyniku choroby funkcji.

Drugi problem wynika niejako z pierwszego. Z uwagi na to, że zdecydowana większość pacjentów ma kontakt ze wspomnianą piłeczkę po raz pierwszy w życiu, Centralny Układ Nerwowy zwiększa napięcie, ponieważ przedmiot jest dla niego nieznany (pamiętacie swoją pierwszą lekcję jazdy samochodem – jak mocno zaciskały się ręce na kierownicy). W efekcie otrzymujemy wzrost napięcia mięśniowego i skrócenie ścięgien, które z czasem staje się nieodwracalne.

Zwiększone napięcie mięśniowe zginaczy hamuje zwrotnie aktywność prostowników, pozbawiając chorego całkowicie możliwości rozprostowania palców. A po co komu chwyt bez możliwości rozluźnienia dłoni? Czynność taka jak przenoszenie czy przytrzymanie przedmiotu wymaga utrzymania chwytu, a następnie jego rozluźnienia. Bez tej ostatniej fazy staje się on bezużyteczny.

Badania pokazują, że w dłoni nie ma spastyczności. Zwiększone napięcie tej części ciała wynika z bogatej jej reprezentacji w korze czuciowej – mózg nie otrzymując dostatecznej ilości informacji z ręki zwiększa tonus mięśniowy. Miękki przedmiot (jak gumowa piłeczka) ugina się, powodując skrócenie ścięgien zginaczy i jeszcze większe zaciśnięcie dłoni. W efekcie już po kilku tygodniach takiej “terapii” może dojść do tzw. fenomenów adaptacyjnych, których rozpracowanie jest niezwykle trudne i czasochłonne, a często niemożliwe ze względu na dodatkowe okoliczności towarzyszące (popełnianie innych błędów, o których będzie mowa w kolejnych artykułach).